Recenzja: Wielki Stach / Big Stan (2007) Recenzja: EKIPA (2007)

Recenzja: Amelia (2001)

2 komentarzy
Recenzja: Amelia (2001)

“Amelia”  Jeana- Pierra Jeuneta jest z pewnością jednym z najcieplejszych i najbardziej pogodnych filmów, jaki powstał w ciągu ostatnich lat.

Taka opinia może zniechęcić wszystkich potnecjalnych widzów,  obawiających się jeszcze jednego familijnego wyciskacza łez lub hollywoodzkiego cukierka opowiadającego o tym jak piękny jest świat.  Cóż jednak, skoro słowa te idealnie opisują klimat, w jakim utrzymana jest “Amelia”, choć pierwsze kilkanaście minut wcale na to nie wskazuje. Wtedy właśnie poznajemy sześcioletnią wówczas Amelię, córkę pedantycznej nauczycielki Amandine Poulain  oraz zamkniętego w sobie lekarza, Raphaëla Poulain. Już wtedy łatwo się zorientować, jak wielką rolę w życiu dziewczynki pełni przypadek- nie chodzi do szkoły, gdyż ojciec wykrył u niej wadę serca, nie wie jednak, że przyspieszony rytm  spowodowany jest podekscytowaniem bliskości ojca, z którym prócz badań lekarskich praktycznie nie ma kontaktu. Jest  to jeden z tysięcy detali, układających się w mozaikę filmu. Szczegół, pełni tu bardzo ważną funkcję, poznajemy każdego bohatera, jego przyzwyczajenia i odruchy, bez względu na rolę jaką odegra w filmie. Dowiadujemy się na przykład że ulubionym zajęciem matki Amelii, jest opróżnianie torebki, czyszczenie jej,  oraz wkładanie jej zawartości z powrotem do środka w bardzo uporządkowany sposób, natomiast jej małżonek nie lubi mokrych spodenek kąpielowych przyklejających się do ciała. Dziewczynka nie posiadająca rodzeństwa, pozbawiona towarzystwa rówieśników ucieka w świat wyobraźni, którą pielęgnuje, która pomaga jej przetrwać w uporządkowanym i pozbawionym uczuć domu. Po śmierci matki (nie zdradzę w jaki sposób pan Poulain zmarła, jednak sądzę, że jest to jedna z najbardziej niezwykłych śmierci w historii kina), ojciec zamyka się w sobie jeszcze bardziej, kilka lat później Amelia opuszcza dom rodzinny i rusza na podbój magicznego Paryża. Obserwując środowisko w jakim żyje, dochodzimy do wniosku, że nie istnieją ludzie przeciętni. Każdy jej sąsiad, klient, każda koleżanka z pracy, niemalże każdy przechodzień ma w sobie coś wyjątkowego i niepowtrzalnego. Poznajemy rozhisteryzowaną hipochondryczkę Georgette, pracownika warzywniaka, malarza i wielbiciela księżnej Diany Luciena, oraz zamkniętego w swym mieszkaniu artysty o kościach kruchych jak z kryształu, Raymonda Dufayela. Amelia wciąż obserwuje świat oczami małego dziecka, sycąc wzrok każdym szczegółem, ciesząc się najmniejszymi drobiazgami, radując się każdą chwilą. Dopiero odnaleznienie ukrytego z zakamarkach łazienki pudełeczka, schowanego przed wieloma laty przez małego chłopca wyzwala u niej chęć pomocy ludziom, dawania im radości. Ma nadzieję, że dzięki niej choć na chwilę zapomną o szarej, zewsząd otaczającej rzeczywistości. Zaczyna od odnalezienia właściciela pudełka, dalej sprawy toczą się już szybko- zamiast współczuć ludziom, daje im chwile szczęścia, czasem tylko mówi, innym razem słucha.  Audrey Tautou stworzyła postać niezwykłą nie tylko pod względem charakteru- kolorowe bluzeczki, za duże, toporne buty, krótkie włosy oraz grzywka, zza której Amelia rzuca zaciekawione spojrzenia sprawiają, że mamy ochotę poznać ją, choć przez chwilę patrzeć na świat jej oczami.

Reżyserowi udało się uniknąć najgorszego, nie zrobił z Amelii superbohaterki, dał jej bowiem szansę na uszczęśliwienie samej siebie. Panna Poulain, stara się odnaleźć właściciela albumu, pełnego podartych zdjęć, robi to jednak w swoim stylu, przebierając się i dając nieznajomemu wskazówki, by pomóc mu ją odkryć.

Świat Amelii jest światem pełnym niespodzianek, zabawnym, ocierającym się niemal o groteskę. Nieprzewidywalne zachowania głównej bohaterki jak i jej najbliższych są dodatkową zagadką dla widzów. Sposób, w jaki postanowi wywołać uśmiech na twarzy bliźniego zawsze pozostaje niewiadomą. Amelia orientuje się w końcu, że skoncentrowała się na ludziach jej obcych, zapominając o tym najbliższym, równocześnie dalekim ojcu. Wyrywa go ze świata krasnali ogrodowych i mauzoleum jej matki, zaszczepiając w nim ciekawość kolejnego dnia i miłość do podróży. Jak zwykle sposób w jaki dopięła swego jest pomysłowy i daleki od schematycznego.

Kolejnym problemem jaki porusza film jest samotność. Niemalże wszyscy bohaterowie żyją samotnie, bez rodziny, co nierzadko jest źródłem ich kłopotów. Kluczem do szczęścia samej Amelii jest poznanie bratniej duszy, o zamiłowaniach równie co jej niecodziennych, pełnej dystansu do siebie i świata. Zawiera się tu więc subtelne przesłanie twórców filmu- razem jest łatwiej.

“Amelię” można więc śmiało nazwać lekturą obowiązkową, filmem, który nauczy nas, że istnieją przyjemności na które stać każdego, że uśmiech na twarzy może wywołać nawet zanurzenie dłoni w worku z ziarnami, a ucieczka od rzeczywistości wcale nie jest niemożliwa. Nie każdy z nas będzie mógł puszczać kaczki na moście świętego Jakuba, lecz jest to tylko sposób Amelii. Reżyser uczy nas, że każdy z nas ma swój świat, który tworzą nie tylko poglądy, ale i upodobania i przyjemności, typowe tylko dla nas. Całą magiczną rzeczywistość Amelii znajdziemy wokół siebie, wystarczy tylko zatrzymać się na chwilę i dobrze poszukać.

  1. hmmm… dobra recenzja tylko strasznie długa:-D

  2. Fajny film, recenzja bardzo ciekawa

Zostaw komentarz

Spam Protection by WP-SpamFree

opony pirelli - producent flag - Wypożyczalnia samochodów - Zakopane - o chłopakach