apocalypto.jpg
Czytając recenzje tego filmu na pewno nie zapłaciłabym 15zl, by usiąść na sali kinowej i czekać na jego początek. Skłonił mnie za to trailer, urywki filmu opatrzone muzyka były doskonale. Zachęcona urywkami wybrałam się wraz z chłopakiem i jego bratem.

„Apocalypto” opowiada historie Łapy Jaguara (Rudy Youngblood), syna wodza wioski, na którą napadają pewnego ranka obcy. Główny bohater szybko ukrywa swoja żonę wraz z dzieckiem, a sam zostaje pojmany.

Każdy widz słysząc, że reżyserem jest Mel Gibson („Znaki”) spodziewa się czegoś tak wspaniałego jak „Waleczne serce” („Braveheart”). Strona techniczna filmu jest naprawdę dobra. Żywa scenografia, kostiumy, choreografia, fenomenalna muzyka (oraz dźwięki), dynamiczne sceny zachwycają. Obsada – same nowe twarze, nie mu tu „malowania” białych na Indian. Co jest jeszcze wspaniałe? Yucatec. Co to? Dialekt Majów. Aktorzy nie mówią po angielsku.

Teraz czas na minusy. Film jest przewidywalny. Początek jest krótki, polowanie na tapira, chwila w wiosce i już napad. Najdłużej trwa prowadzenie jeńców do miasta i ucieczka z niego. Z największą pasją robione są sceny mordów. Gdy główny bohater ma umrzeć scena śmierci się wciąż przedłuża jakby zaćmienie słońca się spóźniało. Ciągłe składanie ofiar i ucieczki robią się nudne. Z historią również nie było tu najlepiej. Majowie przedstawieni zostali jako rządni mordu ludzie (Majowie bardzo rzadki składali ofiary z ludzi). Najwidoczniej pomylono tu ich z Aztekami, do których bardziej pasowało miano barbarzyńców. Podobnie było ze scenografią w mieście, pochodziła z różnych okresów. Kiedy Łapa Jaguara uciekał przypominał mi Bruce’a Willisa w „Szklanej pułapce” – twardziel, którego nic nie powstrzyma. Nawet strzała w barku i brzuchu.

Mimo iż w pewnych momentach chciałam żeby film się już skończył. Nie mówiąc o moich dwóch kompanach, którzy tylko wiercili się na fotelach. Warto obejrzeć chociażby dla sceny pola wyścielanego ciałami bez głów.

Produkcja: USA;

Data premiery: grudzień 2006;

Reżyseria: Mel Gibson; Czas trwania: 139min

Autor recenzji: Agnieszka Kondraciuk