Recenzja: Gran Torino (2008)
“Gran Torino” to ostatni film, w którym wystąpił Clint Eastwood. Jest to film odejścia, film pożegnania, film mistrza i ucznia. Eastwood, jak trafnie zauważył Marcin Pietrzyk, jest jednym z najważniejszych twórców kina amerykańskiego ostatnich lat. Bez przebaczenia, Za wszelką cenę, Rzeka Tajemnic, by wymienić tylko trzy pierwsze z brzegu filmy i bez dalszej celebry przejść do sedna recenzji.
Tytułowe “Gran Torino” to samochód granego przez Eastwooda Walta Kowalskiego – nieprzystosowanego, wyznającego przestarzałe zasady, otoczonego murzynami i chinolami starego tetryka, który ze swojego ganku pluje na cały świat, pije piwo, wywiesza flagę, pod ręką ma strzelbę, a w garażu dobrze schowane, dobrze zachowane Gran Torino, którego jest tak zajebiste że nikt go nie może dotkąć.
Gdyby przyjąć, że Gran Torino to w zamyśle Eastwooda metafora pewnej rasy kina film nagle przestaje być pierdnięciem królowej, z którym niewiadomo do końca co zrobić, przyjąć jako “znakomitą komedię i uniwersalną, wzruszającą historię o życiu” czy udawać że to był tylko zgrzyt starego krzesła.
Na płaszczyźnie dosłownej historia opowiedziana w filmie nie zachwyca, jest prosta i toporna niczym twarz reżysera. Skoro jednak to ostatni film Eastwooda – aktora niewybaczalnym zaniechaniem byłoby nie wsadzenie palca głębiej niż na to by się wydawało po pierwszym wrażeniu zasługuje.
Ford Gran Torino to typowy amerykański Muscle car, rodzaj samochodu sportowego produkowanego na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Duże osiągi silnika, ogromna nieokonomiczność spalania, prostota i klasa dla wybranych. Bez elektorniki, wspomagaczy i poduszek powietrznych w każdym lusterku bocznym. Samochód twardy i prawdziwy jak kino, którego ikoną jest osoba Eastwooda. To właśnie o to kino w filmie Eastwood musi walczyć z gangiem azjatów jeżdzących swoim wypicowanym azjatyckim kalkulatorem. Brzmi niepoprawnie? A czy któryś z filmów Eastwooda był w stu procentach poprawny? Eastwood jest brzydki i stary. I sypia z tyłkiem skierowanym do ściany. A o to w prawdziwym, męskim kinie chodzi.
Czy takie kino jest jeszcze potrzebne, czy Eastwood ma szansce wygrać? Czy ma chociaż szanse przetrwać czy nie to już od Państwa zależy.












