Doktor House (House M.D.) (2004)
Kategorie: Serial, data: września.11, 2008, autor: Agnieszka Kondraciuk
Każdy czytając tytuł zapewne pomyśli „kolejny serial o lekarzach, dosyć!”. Przyznając się po cichu sama tak myślałam. Serial widziała moja Mama i sobie zachwalała, podobnie jak ciocia i parę innych osób. I gdyby nie to, że kuzynka posiadała go u siebie na dysku zapewne jeszcze długo bym go nie widziała. Taka rodzinna historia.
Głównym bohaterem serialu jest Gregory House ( Hugh Laurie – „101 dalmatyńczyków”) – lekarz zajmujący się diagnozowaniem chorób (jego specjalizacje to choroby zakaźne oraz nefrologia), którego znakiem rozpoznawczym oprócz niezwykle ciętego języka jest laska. Oprócz chorób dr musi zmagać się ze swoją szefową dr Lisą Cuddy ( Lisa Edelstein – „Czego prangą kobiety”), której nerwy są wystawiane na ciężką próbę. W skład zespołu Housa wchodzi dr Allison Cameron ( Jennifer Morrison – „Opętanie”) – piękna pani alergoimmunolog, neurolog dr Eric Forman ( Omar Epps – „Drakula 2000”) oraz dr Robert Chase ( Jasse Spencer – „Płynąc pod prąd”), którego specjalizacją jest intensywna terapia. Jest jeszcze jedna postać, która pozornie wzbudzi „podejrzeń” – onkolog dr James Wilson ( Robert Sean Leonard – „Malowany dom”), który jest najlepszym przyjacielem Housa.
Niby nic dziwnego, niby zwykły facet z grupą przyjaciół. Niestety. Dr Gregory swoim sposobem bycia oraz niepohamowanym charakterem raczej tych przyjaciół nie posiada. Jego praktyki lekarskie odbiegają od tego, co widzimy w życiu codziennym czy innych serialach. Główny bohater wychodzi z założenia, że „wszyscy kłamią” i pacjent tylko przeszkadza w leczeniu chorób, dlatego nie widuje się z chorymi. Jest indywidualistą, nie liczy się z innymi oraz nie ma do ludzi szacunku, jest szalony, ale jest geniuszem.
To, co mi się na początku nie podobało to taka rutyna. Wydawało mi się, że do końca sezonu wszystko będzie takie samo: pacjent, diagnoza, błąd, diagnoza, błąd, diagnoza, trafione! I tak jest, ale powoli, z każdym odcinkiem do przodu coś się zmienia. Jakby więcej samych lekarzy, ich życia czy przeszłości. Przez dwa pierwsze odcinki sam główny bohater mnie odpychał, później wszystko się obróciło o 180 stopni. Niektóre medyczne przypadki są naciągane na uszy, ale kto nie studiuje medycyny nawet nie zauważy. Chociaż wpisując w wyszukiwarkę choroby pojawiające się w filmie można wielu ciekawych rzeczy się dowiedzieć.
Wielkim plusem serialu jest humor. Specyficzny. Nie jest to nic na poziomie „Różowych lat 70tych”, a raczej ma coś z Chandlera z „Przyjaciół”. Ogromna dawna ironii, w najlepszym wydaniu. Cięty język Housa, mimika, bonusowe dawki Vicodinu (od którego jest uzależniony), podejście do Cuddy sprawia, że Gregory to najbardziej wredna osoba jaką kiedykolwiek w życiu spotkaliśmy. Ale właśnie to sprawia, że jest wyjątkowy i nie da się go nie lubić. Żarty w zupełnie innym wydaniu, to nie jest to, co w setkach seriali komediowych, chociażby próby wymigania się od pracy w przychodni czy stawianie diagnozy oceniając po samym wyglądzie – nie miały by szans zaistnieć, bo nie wydaje się to zabawne. To musi być ironia i House, żeby było śmieszne.
Sama nie wiem jak podsumować. Serdecznie zachęcam, by każdy stawił czoła Housowi i jego niesamowicie niebieskim oczom. Jego osoba, której nie potrafię opisać przekona do siebie naprawdę wielu.
Produkcja: USA
Data premiery: 16 listopada 2004
Reżyseria: Deran Sarafian, Paris Barclay
Czas trwania: 43 minuty
Agnieszka Kondraciuk


(13 głosów, średnio: 8.46 / 10)

wrzesień 11th, 2008 , data 18:45
Świetna recenzja! Serio
Sama zabierałam sie do napisania czegoś o tym serialu, ale nie wiedziałam jak go “ugryźć”… 
Właśnie kończę czwarty sezon. A już piąty, bodajże 16 września
Miałam dokładnie takie samo podejście do House’a jak Ty…
ale przekonałam się