Recenzja: Układ idealny / Prete-moi ta main (2006) Recenzja: Wszystko gra / Matchpoint (2005)

Recenzja: Infiltracja / The departed (2006)

0 komentarzy
Recenzja: Infiltracja / The departed (2006)

Każdy nowy film Martina Scoresese to wielkie wydarzenie w filmowym świecie. Choć ostatnimi czasy ciężko mu było ponownie wznieść na wyżyny swoich możliwości, to nawet takimi tytułami jak “Aviator” czy “Gangi Nowego Jorku” nie schodził poniżej przyzwoitego poziomu sztuki filmowej. Ja natomiast, niczym zapalony wulkanolog wyczekujący przebudzenia uśpionej Etny, czekałem na erupcję w postaci obrazu godnego porównania z wcześniejszymi arcydziełami reżysera, takim jak “Kasyno”, “Chłopcy z ferajny” czy “Wściekły byk”. Co tu dużo mówić, doczekałem się tego, na co czekałem, bo na taki film jak “Infiltracja” warto było czekać.
Na wstępie warto wspomnieć, że film to amerykański remake docenionej na świecie produkcji rodem z Hongkongu pod tytułem “Infernal Affair: Piekielna gra”. Akcja filmu została przeniesiona do amerykańskiego Bostonu, w którym irlandzki gang zastąpił triadę Hongkongu.

Głównymi postaciami filmu są dwaj policjanci, Billy (di Caprio – stający się chyba następcą Roberta de Niro w roli ulubionego aktora reżysera) oraz Colin (Matt Damon). Obaj są wyróżniającymi się kandydatami do służb specjalnych zwalczających przestępczość zorganizowaną, jednak każdy z nich chce do nich trafić w innym celu. Billy pragnie za wszelką cenę zapomnieć o kryminalnej przeszłości swojej rodziny, Colin został zwerbowany przez szefa gangu – Franka (Jack Nicholson) po to, aby przeniknął w struktury policji utrudniając jej działanie. Dla Billy-ego, w którego szczytne intencje nie chcą uwierzyć szefowie bostońskiej policji – Queenan (Martin Sheen) oraz Dignam (Mark Wahlberg), jedyną drogą zdobycia ich zaufania jest podjęcie się zadania infiltracji struktur gangu, którym dowodzi Frank. Zarówno Billy, jak i Colin, nie wiedzą o podwójnym życiu drugiego, jednak gdy wkrótce i policjanci, i gangsterzy dowiadują się, że mają w swych szeregach zdrajców, zaczyna się pasjonujący wyścig o to, kto kogo pierwszy zdemaskuje i zlikwiduje. Co gorsza, obaj mężczyźni zakochują się w tej samej kobiecie.

Chyba trudno sobie wyobrazić lepszą plejadę gwiazd zgromadzonych w jednym filmie niż ta, którą udało się skompletować Martinowi Scorsese. Na ekranie przewijają się wybitni przedstawiciele trzech aktorskich generacji historii kina, jej nestorzy (Nicholson i Sheen), zasłużeni “średniolatkowie” (Baldwin) oraz młode gwiazdy (di Caprio, Damon, Wahlberg). Co warte podkreślenia, wszyscy grają wyśmienicie, Nicholson przywodzi na myśl Marlona Brando z “Ojca chrzestnego”, di Caprio przekonująco odgrywa rolę prowadzącego podwójne życie człowieka coraz głębiej popadającego w depresję. Wahlberg (kto jeszcze pamięta go jako rapera Marky Marka z MTV?) rewelacyjnie odgrywa irytującego i nerwowego gliniarza, którego nie da się od początku filmu nie znienawidzić. Taka obsada to iście wybuchowa mieszanka, jednak odpowiednio pokierowania przez jednego z najwybitniejszych współczesnych reżyserów może spowodować tylko wybuchy zachwytu.

Scenariusz filmu dzieła Williama Monahana to prawdziwy majstersztyk. Wypełniony jest niespodziewanymi zwrotami akcji, posiada zaskakujące zakończenie oraz dialogi, z których wiele być może stanie się w przyszłości kultowymi.

Ścieżka dźwiękowa to mieszanka klasyki rocka (The Rolling Stones oraz Pink Floyd – nietypowa wersja rewelacyjnego “Comfortably numb”) oraz muzyki o irlandzkich korzeniach. Odpowiednio dobrana, stanowi właściwe tło dla wspaniałych popisów aktorskich i wciągającej akcji filmu.

Zostaw komentarz

Spam Protection by WP-SpamFree

wizualizacje - łuszczyca - Play - reliance india call - Prezenty