Kobiety - The Women (USA, 2008) czyli rzecz o niespójności
Kategorie: Dramat, Komedia, data: października.19, 2008, autor: czarliczarli
„ Niespójność”.
Najbardziej odpowiednie słowo aby zacząć recenzję filmu „Kobiety”.
Niespójność przede wszystkim przekazu i treści jak również niespójność charakterystyki głównej bohaterki – ale o tym za chwile.
Zacznijmy więc od przekazu. Nie do końca rozumiem jakie było założenie tego filmu ale jak dla mnie efektem końcowym po wyjściu z kina jest ogólna dezorientacja. Ale czemuż tu się dziwić skoro film jest mieszanką „ Sexu w wielkim mieście” – należy tu zauważyć, że dość marną namiastką (co zresztą jest cechą charakterystyczną wszelkiego rodzaju namiastek) – i momentami głupkowatej obyczajówki, poprzetykane kilkoma naprawdę fajnymi scenami. „Fajność” tych scen polega prawdopodobnie na lekkości i braku przekombinowania obecnego w całym filmie, jak również na grze Meg Ryan i jej niewątpliwemu talentowi aktorskiemu, którego po żadnym filmie jak do tej pory odmówić jej nie można.
Szkoda tylko, że sceny te należą do rzadkości i po chwili dostajemy obuchem w głowę wtapiając się w kolejną tendencyjną i dość głupkowatą materię. Nawiązania do „Sexu…” są aż tak oczywiste, iż przez cały film nie da się o nich nie myśleć. I bynajmniej nie jest najbardziej rażącym kolejny motyw kobiecej, wręcz utopijnej przyjaźni czterech kobiet, lecz choćby takie motywy jak podobieństwo owych bohaterek Sylwia (w filmie grana przez Annette Bening)/Samanta(z „Sexu..”) jest niezależną kobietą sukcesu, która lubi „te sprawy” i jest ważną szychą zajmującą się popularnym magazynem dla kobiet. Główna bohaterka Mary Haines to wrażliwa blondynka, która stawia na miłość tyle że w „Kobietach” brakuje jej oryginalności i uroczej kąśliwości Carry z „Sexu..”. Większym jednak problemem niż nawiązania jest to, że nie zdecydowano się czy film ma być lekki, łatwy i przyjemny, czy ma pokazywać jakąkolwiek autentyczność w zachowaniu kobiet i wprowadzaniu widza w tajniki kobiecej egzystencji. Boże broń jeśli jakikolwiek mężczyzna miałby się zasugerować, iż damskie zachowania w tym filmie mogą w jakikolwiek sposób odzwierciedlać się w rzeczywistości. I tak powstał film nie na tyle oderwany od rzeczywistości, iż widz wie, że ogląda kolejną przyjemną i beztroską bujdę ku swojemu rozluźnieniu i nie na tyle spójny, żeby traktować poważnie jego sens.
Wracając do głównej bohaterki – tak jak wcześniej zaznaczyłam – znów pojawia się niespójność. Z tego co zrozumiałam Mary jest kobietą ciepłą, niewinną i momentami wręcz ciapowatą (jak to określa jej mąż „typ kobiety pachnący mydłem”) – cechy te mają oczywiście pokazać nie dialogi czy konkretne sceny lecz… ubiór Meg. A jest tu o czym pisać bowiem Mary Haines ubierana jest momentami w paskudne, długie spódnice i płaskie kapciowate buty. Nie mam nic przeciwko długim spódnicom jednakże w filmie tym, ubiór zdaje się - ma przekazywać to czego nie udało się zawrzeć w treści. Z resztą fakt, iż główna bohaterka jest projektantką odzieży sam zaprzecza temu aby aż do tego stopnia nie posiadała gustu. Z jednej strony zachowuje się jak osoba kompletnie zahukana po chwili będąc bardzo pewną siebie i zaradną kobietą. Tak jak tekst, w którym mówi o tym, że nie wierzy, iż jej mężowi może być lepiej w łóżku z inna gdyż jak to określa „ona potrafi wyssać nawet gwoździa z deski”. Tekst o ile może i miał być nowatorski – choć wg mnie nie wyszło – o tyle kompletnie nie pasuje do naszej bohaterki.
Można by długo pisać na temat niespójności jednak aby być uczciwym należałoby znaleźć kilka plusów. Więc : film dobrze się ogląda jeśli chodzi o jakość nakręconych scen. Ładne obrazki, miłe dla oka wprowadzają nas w świat odprężenia. Niewątpliwie również motywem, który bardzo mi się spodobał jest to, że w filmie występują same kobiety. Jest mowa o facetach jednak nawet przez moment nie jest pokazana twarz jakiegokolwiek z nich. Motyw przydatny i pomysłowy, dzięki niemu bardziej zagłębiamy się w kobiecy świat. To trochę tak jak w kreskówce, w której oglądamy cały czas czyjeś nogi. Szkoda tylko, że motyw nie został wykorzystany tak jakby mógł – a to wszystko za sprawą zmarnowanego potencjału w postaci tego co zrobiono z treścią filmu .
Kończąc – moja opinia – polecam dla osób, które z zasady nie zagłębiają się mocno w treść tego co oglądają. Dla tych zapewne „Kobiety” mogą być miłym rozwiązaniem na któreś z jesiennych popołudni. Polecam również dla dwóch scen – jedna w szpitalu a druga w klinice - no i oczywiście dla włosów Meg Ryan, jak również dla samej aktorki, która czego by nie grała to po prostu dobrze się na nią patrzy.





październik 19th, 2008 , data 21:35
Czarli zgadzam się z Tobą w zupełności, ten film to marna namiastka seksu w wielkim mieście!