Recenzja: Krucjata Bourne’a / The Bourne Supremacy (2004)
Jeśli nie oglądałeś\oglądałaś “Tożsamości Bourne’a” to może odpuść sobie czytanie tej recenzji – unikniesz nieuchronnych spojlerów i z większym zaciekawieniem obejrzysz pierwszą część trylogii Bourne,a.
Pozostałych zapraszam do lektury.
“Krucjata Bourne’a” to kontynuacja “Tożsamości Bourne’a” – Jason Bourne (Matt Damon), “ofiara” projektu “Treadstone” częściowo odzyskał pamięć, choć dalej męczą go podczas snów obrazy z przeszłości.
Wie jednak, że niektóre sprawy lepiej zostawić nierozwiązane,i po pamiętnej rozmowie z Conklinem ma nadzieję, że CIA zostawi go w spokoju.
Stara się ułożyć swoje życie na nowo w dalekich Indiach u boku Marie (Franka Potante), jednak ciągły strach przed członkami “Treadstone” sprawia, że jest to nerwowe życie.
Nie wie, że Conklin został zlikwidowany, a szefostwo projektu ma powiązania z rosyjskim magnatem paliwowym, z którym do spółki zdefraudowali z kont CIA grube miliony.
Jedynym świadkiem tamtych zdarzeń ( i likwidacji ludzi, którzy o tym wiedzieli) jest nic nie pamiętający Bourne.
Wysłany do Indii zabójca zamiast Jasona zabija Marie – życie Bourne’a kolejny raz legło w gruzach.
Na domiar złego w Berlinie informator CIA i agent, giną podczas transakcji mającej ujawnić dokumenty na temat “kreta” w szeregach CIA i tajemniczego zniknięcia funduszy z kont bankowych. Ślady wskazują na… Jasona Bourne’a.
Tak więc znów rozpoczyna się sezon łowiecki na byłego agenta z amnezją.
Jedyna nadzieją dla niego jest fakt, że prowadząca transakcję Pamela Landy ( Joan Allen) siłą rzeczy zostaje wtajemniczona w akta “Treadstone”, i zaczyna nabierać wątpliwości – tylko jej będzie zależało na poznaniu prawdy, a nie wyeliminowaniu Bourne’a.
Sam Jason postanawia zakończyć sprawę raz na zawsze i wyjaśnić do końca swoją przeszłość. Tym bardziej, że widziane w snach obrazy zaczynają układać się w sensowne ciągi.
Nie wiem czemu, ale kontynuacja przygód Jasona Bourne’a nie spodobała mi się tak bardzo jak pierwsza część. Czy wina w tym nowego reżysera, czy mniejszej dynamiki walk?? Ciężko powiedzieć.
Na pierwszy rzut oka filmowi nic nie brakuje, agent Bourne dalej walczy, strzela i ściga się pod prąd na jednokierunkowej – jednak to już nie bawi jak w “Tożsamości…”.
Nie zrozumcie mnie źle, to dalej jest bardzo dobry film, zmiatający większość konkurencji, jednak brak mu tej nutki tajemniczości (dość szybko wszystko zaczyna być klarowne i tylko czekamy żeby Jason rozprawił się z winnymi) …. i furii.
Jakby nie było niedawno zabito mu ukochaną, przydało by sie trochę więcej złości a mniej przygnębienia.
Po wycieczce do Rosji też sobie więcej obiecywałem, a tym czasem uraczono nas śmiercią “z przypadku” (a tak czekałem na konfrontację wręcz – obejrzycie, to też będziecie lekko zawiedzeni ) i wyrzutami sumienia za przeszłość (zabójstwo Neskiego).
Film dobry,niby wszystko co trzeba ma, ale bez ognia, oczywiście koniecznie trzeba go obejrzeć (jeśli macie zamiar zapoznać się z całą trylogią), bo przecież niewykluczone, że ten Bourne komuś spodoba się bardziej.
Na zachętę dodam, że “Ultimatum Bourne’a” Paulowi Greengrassowi wyszło znacznie lepiej (jak dla mnie chyba na równi z “Tożsamością…”) i fajnie zapętla się z “Krucjatą …” więc choćby dlatego warto “Krucjatę …” obejrzeć.
No a przede wszystkim po to by poznać następną porcję przeszłości Bourne’a i lepiej poznać “Treadstone”.
Produkcja: Niemcy , USA
Gatunek: Akcja, Thriller
Data premiery: 2004-07-15 (Świat), 2004-09-03 (Polska)
Reżyseria: Paul Greengrass
Scenariusz: Tony Gilroy, Brian Helgeland na podstawie powieści Roberta Ludluma
Obsada: Matt Damon, Franka Potente, Joan Allen, Gabriel Mann, Karel Roden, Karl Urban, Marton Csokas, Julia Stiles, Brian Cox i in.
Czas trwania: 108 min.
Dystrybucja: Universal Pictures
Autor: jaruone












