monange.jpgFilm produkcji francuskiej z czystym dla owego kina klimatem to pochwała drogi ubocznej wśród narzuconej przez społeczeństwo jedynej prawdziwej poprawnej drogi. To czysta poezja niezrozumienia, i wewnętrznej determinacji do osiągnięcia szczęścia rozumianego indywidualnie. Ta indywidualność stanowi szeroki i przepiękny wydźwięk, jest pocałunkiem ukochanej w policzek, wtuleniem w mroźny wieczór na ulicy. Cała opowieść jest niczym ostatnia nuta geniusza, ostatni wers wieszcza. Przepiękne ujęcia, ulice Amsterdamu oraz pejzaże przecudownej Holandii. Mon Ange to opowieść, gdzie nawet najbardziej zażarci przeciwnicy prostytucji i tak zwanego szybkiego życia spojrzą na główną bohaterkę z wyrachowaniem, poczuciem jej godności a co najważniejsze z olbrzymim szacunkiem. Przecudowne dialogi, pełne emocji, wyrachowania, pasji… Chciało by się rzecz, że w tym filmie wszystko jest powiedziane dosłownie, lecz nie wulgarnie mimo czasami wielkich emocji. Owa dosłowność to wielka zaleta tego filmu. Wszystko wydaje się barwne i ulotne niczym powiew skrzydeł motyla na wietrze. Przekazane tak, że każda kolejna kwestia niemalże dotyka naszej duszy. Główna bohaterka Collete jest zdesperowaną kobietą zdająca sobie sprawy ze swoich życiowych decyzji i z tego ze zegar biologiczny nieustannie tyka. Pragnie mięć dziecko. “Tu i teraz ” jak często zdaje się powtarzać główna postać przebierając wśród kolejnych kandydatów. Kandydaci są całkiem przypadkowi, dlatego iż, nieco zmęczona jest juz poszukiwaniem swojej miłości na cale życie. Ostatni kandydat zostawił ją i zakazał do niej się zbliżać, co trwale ugodziło ją w serce. Próbując wejść w jej wnętrze, zdajemy sobie sprawę, że szuka pewności na niepewnym gruncie (jej dotychczasowe szybkie życie). Szuka oparcia, kogoś dla kogo mogła by żyć, dla kogo mogła by się poświęcać, zmienić życie, naprawiać je. Doszukując kandydata, dzięki znajomością staje w witrynie w dzielnicy czerwonych latarń i tam czeka na okazje. Zaskakuje ją telefon, w którym koleżanka z więzienia “po fachu” wykonuje jedyny telefon na jaki pozwalają jej przepisy i dzwoni wręcz błagając by ona odebrała jej dziecko z pobliskiego zakładu opieki i zaopiekowała się nim przez jeden dzien.
Collete zgadza się, udaje się na miejsce i odbiera chłopca o imieniu Billy. Billy to nastoletni chłopiec jednak niesamowicie dorosły, rozwinięty i silny duchowo jak na swój wiek.
Sprawa się komplikuje gdy w ciemnej ulicy amsterdamskiej matka Billyego zostaje zamordowana. Teraz Collete boryka się z nie uporządkowaniem. Co rusz podejmuje nieprzemyślane decyzje co do chłopca, czasami bardzo bolesne, bo jakże nazwać można zostawienie chłopca na deszczu mówiąc, że nie ma na co czekać, nie ma pieniędzy, nie ma punktu zaczepienia i żeby sobie po prostu poszedł. Przepięknie ukazane odrzucenie, smutek i brak miejsca na ziemi, dotykające widza tak, że przejdą mu ciarki po plecach. Dopiero, gdy Collete zda sobie sprawę , że tkwi w sytuacji dokładnie takiej samej jak Billy zaczyna dopuszczać go bliżej do siebie. Billy traktuje Collete jako wybawienie z i tak nie łatwego życia, może przez to że jest jego jedyna bliska osoba, a może przez to że uczy go (czasami) mimowolnie życia. Dzięki chłopcu znajduje przystań, choć nie jest to łatwa droga, Billy zaś staje się mężczyzną, dla którego celem będzie ochrona ukochanej. Film przesiąknięty erotyzmem czystej postaci, który aż kipi z ekranu z głównej aktorki Vanessa Paradis. Zaopatrzony w mase symboli, dający do myślenia, ujmujący, urzekający… Po prostu wielkie kino.

6/6

produkcja: Francja
gatunek: Dramat
data premiery: 2004-12-09 (Świat)
reżyseria Vanessa Paradis, scenariusz i reżyseria Serge Frydman
czas trwania: 88

Autor: Michał Marciniak