Nocny pociąg z mięsem / The Midnight Meat Train (2008)
Kategorie: Horror, data: listopada.18, 2008, autor: zgrud
Polscy dystrybutorzy mają skłonność do zmieniania znaczenia oryginalnego tytułu filmu, w chwili przekładu go na polski. Jest to bardzo często spotykana przypadłość, na którą niestety nie ma odpowiedniego lekarstwa. Wiadomo, że w przypadku niektórych tytułów, w szczególności angielskich, nie ma możliwości przetłumaczenia ich dosłownie, przez co trzeba się nagimnastykować, jednak własna interpretacja ma też swoje granice.
Kiedy usłyszałem w mediach tytuł „Nocny pociąg z mięsem”, pomyślałem że jest to kolejna wpadka polskiego dystrybutora, w tym przypadku Vision. Tak zatytułowany film z jednej strony przysparza o gęsią skórkę, a z drugiej może trochę śmieszyć i od razu można zakwalifikować go do produkcji niskiej klasy B, a nawet C. O dziwo Vision nazwał film po imieniu, a jakiekolwiek zniekształcenia tytułowe nie mają miejsca. Amerykanie od samego początku mieli w zamyśle przestraszyć widza, co paradoksalnie miało gwarantować sukces tej produkcji. Niestety pomysł na oryginalny horror nie wypalił, a piętnastomilionowy budżet nawet w połowie nie ma szans się zwrócić. Totalnej klapa na rodzimym rynku z pewnością nie uratują europejscy widzowie, którzy mają już po uszu tego typu gatunków filmów i marzą o chwili oddechu.
„Nocny pociąg z mięsem” oparty został na opowieściach Anglika, Clive’a Barkera, autora scenariuszy do wielu filmów grozy, z których większość jest pokroju tego najnowszego. Na uwagę jedynie zasługują: „Wysłannik z piekieł” i „Władca iluzji”, do których czasami warto powrócić, bo reszta jego repertuaru jest poniżej oczekiwań miłośników mocnych wrażeń. Reżyserem filmu jest mieszkaniec dalekiego wschodu Ryuhei Kitamura, dla którego ta produkcja jest pierwszą stworzoną na poczet Hollywood. Wcześniej skupiał się na azjatyckim kinie, przez co jego osoba nie miała większej okazji na rozgłos i uwielbienie reszty świata. Obsada aktorska nie pochodzi z górnej półki, nawet ciężko jest wymienić filmy w których mieliśmy okazję oglądać tych ludzi. W roli bezwzględnego rzeźnika mamy angielskiego aktora Vinniego Jonesa, którego kreacja Sphinxa w „60 sekundach”, dodała animuszu tej wyśmienitej produkcji. Główna rola przypadła, dotychczas drugoplanowemu aktorowi, Bradleyowi Cooperowi, u boku którego zagrała, mało przekonująca blondyneczka Leslie Bidd. Zbiór filmowców z różnych zakątków świata, stworzył mieszankę wybuchową, którą z upływającym czasem można nazwać niewypałem.
Głównym bohaterem jest fotograf Leon Kauffman (Cooper), pracujący jako wolny strzelec, dla którego ulice miasta są inspiracją stworzenia zdjęć pełnych emocji i prawdy. Jego dziewczyna Maya (Bidd) jest kelnerką w pobliskim barze. Pewnej nocy, przemierzając ciemne ulice miasta w poszukiwaniu idealnego ujęcia, napotyka na bandę opryszków, próbującą zrobić krzywdę niewinnej dziewczynie. Leon uwiecznia całe zajście na kliszy swojego aparatu. Dzięki swojemu sprytowi przegania bandytów, a kobieta bezpiecznie wsiada do wagonu metra. Nie spodziewa się, że to co ją spotkało było niczym w porównaniu z tym co dopiero ją czeka. Dzień po całym zajściu w gazecie ukazuje się informacja, że zaginęła światowej sławy modelka Nora. Cooper zdaje sobie sprawę, że to właśnie on widział ją ostatnią, jednak zgłoszenie tego faktu na policję nie zostało potraktowane zbyt poważnie. Któregoś dnia podczas „polowania” na dobre zdjęcie, Leon spotyka dziwnego osobnika Mahogany (Jones), wychodzącego z tej samej stacji metra, gdzie spotkał Norę. Zachowanie mężczyzny wzbudza jego podejrzenia, co skłania fotografa do przeprowadzenia prywatnego śledztwa, którego finał będzie brzemienny w skutkach dla wielu ludzi.
Film Kitamury z zamysłu miał być horrorem, o czym świadczy sam tytuł. Dla mnie jest to bardziej thriller, z kilkoma krwawymi scenami, które nie wywołują efektu mocnego poruszenia. W porównaniu z serią „Piły”, nie ma się czym ekscytować. Fabuła bardzo przewidywalna, co nie jest niczym dziwnym w amerykańskich produkcjach. Wyłącznie koniec zasługuje na drobne uznanie, chociaż przy wnikliwej analizie może się wydać bezsensowny i pełen wielu niewiadomych. Jedyną jasną stroną „Nocnego pociągu z mięsem” paradoksalnie jest jej najciemniejszy element, czyli odtwórca roli rzeźnika – zabójcy. Vinnie Jones kolejny raz otrzymał rolę niemą w filmie. Zarówno w „60 sekundach” jak i w tym opisywanym z jego ust mogliśmy usłyszeć zaledwie jedno zdanie. Tak specyficzna kreacja zmusza aktora do jeszcze większego wysiłku, by językiem ciała, mimiką twarzy przekazać widzom ukryty dialog granego przez siebie bohatera. Jest to wyzwanie, któremu nie każdy podoła, ale na szczęście Jonesowi się to udało. Reszta aktorów zagrała na miarę możliwości, udowadniając tym swoją drugorzędność. Patrząc na całokształt tej produkcji, można znaleźć jednak pewne pocieszenie. Jazda naszymi liniami kolejowymi jest niebezpieczna, ale inni mają jeszcze gorzej. U nas jest smród, brud i ubóstwo, a oni mają łowcę ludzkich ciał, który potraktuje każdego nożem i tłuczkiem rzeźniczym. Podróż jego pociągiem ma tylko jeden przystanek i nikt nie zmieni tej trasy.





listopad 20th, 2008 , data 18:56
Świetna recenzja
listopad 21st, 2008 , data 10:29
Nie dziękuję :))))
listopad 21st, 2008 , data 11:40
Dlaczego nie dziękujesz? ;>
Chyba zasady dobrego wychowania wymagają podziękować za komplement ^^
listopad 21st, 2008 , data 11:58
to tak samo działa jak np. “Powodzenia na egzaminie” odpowiedz jest “Nie dziękuję” aby nie zapeszyć i odnieść sukces :)))))
listopad 21st, 2008 , data 15:09
Nie nie, to zupełnie co innego niż “powodzenia na egzaminie”
Ps. odezwij się do mnie na gg 1692659. Pozdrawiam.