stepup.jpg
Kolejnym filmem, o którym warto napisać recenzję, jest moim zdaniem, i w moim guście film pt. Step Up (Taniec zmysłów).

Ok, więc przejdę do konkretów. Dlaczego postanowiłam się zrecenzjonować film, który raczej jest typowym amerykańskim kinem? Mimo iż generalnie nie wymaga od odbiorcy zbyt wiele, i niektórzy mogą go uznać za film dla odprężenia umysłu, jednak czymś mnie urzekł. Przyznam się, że oglądałam go co najmniej trzy razy. Przypomina on trochę fabułą filmy tylko Save the last dance (W rytmie hip hopu), Save the last dance 2 (W rytmie hip hopu 2), Honey czy Stomp the Yard (Krok do sławy), no ale trudno w amerykańskim filmie o produkcję nietendencyjną.
Krótko o treści. Tyler poznaje Norę w Art School, gdzie musi odrobić karę za wcześniejsze zdemolowanie jej z kumplami. Jego wyrok to sprzątanie szkoły przez dość długą ilość czasu. Pewnego dnia, podczas zamiatania sali gimnatycznej zauważa właśnie tą piekną dziewczynę. Ta, kilka dni później traci tancerza, więc po urządzeniu castingu na nowego, postawianawia skłonić się ku propozycji Tylera i pozwolić mu na bycie jej partnerem. Tak rozwija się ich przyjaźń, miłość (?). Oczywiście jest kilka sprzeczek, zatarć, ale generalnie, dzięki niemu osiąga sukces. Powinnam raczej napisać, że oboje osiągają sukces. Nora dostaje propozycję pracy, a Tyler zapisuje się do wcześniej wyśmiewanej szkoły.
Film ten potrafi nauczyć odpowiedzialności, tolerancji… Ma także mądry morał: Zawsze warto mieć marzenia i nie wstydzić się ich. Próbować odbić się od dna. Każdy ma siłę.
Ogólnie 7/10 (jak na taki film, to b. dużo)

produkcja: USA gatunek: Melodramat , Muzyczny (od siebie dodam jeszcze, że to komedia romantyczna)
data premiery: 2006-09-01 (Polska) , 2006-08-11 (Świat) (no dobrze, tym razem nie jest tak źle, z polskim opóźnieniem :)
Dystrybucja: Monolith Films, od 12 lat, czas trwania: 98 minut (no więcej mogłoby spowodować, że film stał by się nudny)

Autor: Magdalena Bród