Opis: Grindhouse:death proof (2007)
Z Tarantino zawsze był ten sam ‘problem’ co z braćmi Coen : tworząc na fali popularnego postmodernizmu, skupiał się przede wszystkim nad formą, mniej nad wynikającymi z treści utworu konsekwencjami. Ale co z tego, kiedy zawsze wychodził obronną ręką, wydając na świat mniejszy (”Jackie Brown”) lub większy (”Pulp Fiction”, “Kill Bill”) klasyk. Tym razem za bardzo sobie pofolgował i po raz pierwszy ego przeszkodziło mu w sukcesie artystycznym. Odwołując się do filmów klasy B z lat 70-tych XX wieku (”Znikający punkt”, “60 sekund”) opartych na pomyśle rozbijania jak największej ilości aut na minutę, Tarantino dodał jeszcze od siebie zastęp seksownych ślicznotek (kłania się Russ Meyer) + kierowcę psychopatę. Rzuca się w oczy bardzo nierówne tempo tego filmu : nużące niekończące się rozmowy dziewczyn w barze (kwestionując znajomość przez Quentina psychiki kobiet zapytuję : czy kobiety rzeczywiście w swoim towarzystwie rozmawiają tylko o bzykaniu facetów?!) a potem nagle hiperkinetyczny pościg na drodze i znowu beznadziejne gadki kobiet i pościg… Nic nie wciąga w ten zadufany w sobie film, nawet fetyszystyczne ujęcia nóg, stóp i kołyszących się pośladków. Nie tędy droga, Quentin.
produkcja: USA
gatunek: Thriller
data premiery: 2007-07-20 (Polska) , 2007-05-22 (Świat)
reżyseria Quentin Tarantino, scenariusz Quentin Tarantino, zdjęcia Quentin Tarantino
czas trwania: 114
dyst.: Kino Świat













zgadzam się z recenzja w 100 procentach.