swiadectwo.jpg

To jeden z filmów, w którym właściwie nie ma co opisywać. Trudno bowiem skrytykować produkcję dokumentalizowaną o takiej ikonie jak Jan Paweł II czy takim duchownym jak Kardynał Stanisław Dziwisz.

Poproszona przez mamę o pójście z nią  do kina, pomyślałam, że to po prostu kolejny film o papieżu, więc pewnie zły nie będzie. I nie był. Jest inny od poprzednich z racji autentycznej roli kard. Dziwisza, który w formie wywiadu opisuje życie, najpierw swoje, a następnie Karola Wojtyły. Wiele jest faktów, które już znamy, są jednak również takie, o których dowiadujemy się dopiero z filmu. Nie ma ich nawet w książce, na podstawie której wersja filmowa powstała. Na przykład fakt drugiego zamachu na papieża, który wydarzył się dokładnie rok po pierwszym. Jan Paweł II został dźgnięty nożem przez hiszpańskiego księdza, który krzyczał “precz z papieżem!”, a mimo to poprowadził mszę do końca.

Jeśli mowa o artystycznych walorach tego dzieła - trudno ocenić. Tutaj bowiem nie liczą się efekty fabularne, specjalne czy gra aktorska… a fenomen dotarcia do tak wielu materiałów archiwalnych. To właśnie w tym filmie jest wspaniałe i inne niż w poprzednich. Oglądamy prawdziwego papieża - grającego samego siebie za pomocą autentycznych filmów i zdjęć. Owszem, pewne sceny są fabularyzowane, ale dzięki zabiegowi pokazywania aktora grającego rolę papieża  tylko z tyłu, bez ukazywania twarzy - możemy sobie składać historię o Karolu Wojtyle za pomocą jego prawdziwej twarzy.

Na uwagę zasługuje Michael York, który ani z katolicyzmem, ani z Polakami niewiele ma wspólnego, a mimo to uznał rolę narratora w tym filmie za bardzo ważną w jego życiu. Nie było żadnego przekoloryzowania ani teatru. Idealnie pokazał i wprowadzał w produkcję.