Recenzja: Wszystko gra / Matchpoint (2005)
Czego jak czego, ale płodności artystycznej Woody’emu Allenowi mogłoby pozazdrościć wielu innych twórców filmowych. Jeśli chodzi o wartość kolejnych jego filmów, to można powiedzieć, że arcydzieła przeplatają się z obrazami, jeśli nie kiepskimi to przynajmniej będącymi poniżej wysokiej średniej, którą wypracował ten twórca na przestrzeni czterdziestu lat swojej pracy. Jednego możemy być jednak niemal pewni – co roku mamy okazję obcować z nowym filmowym daniem, które serwuje nam Allen.
W ostatnich dziełach filigranowego nowojorczyka widać wyraźną tendencję do wycofywania się z gry pierwszoplanowych postaci i pozostawianie pola do popisu młodszemu pokoleniu aktorów. Nie inaczej sprawy wyglądają w najnowszym filmie, gdzie Allena nie zobaczymy nawet w epizodycznej roli, za to w głównych rolach zobaczymy Scarlett Johansson oraz Jonathana Rhys’a-Meyersa. Co charakterystyczne, reżyser zrezygnował także z umiejscowienia akcji filmu w jego ukochanym Nowym Jorku, przenosząc wydarzenia do Londynu, w ukazywaniu którego można się jednak dopatrzeć nieco podobnej fascynacji.
Głównym bohaterem filmu jest Chris, wywodzący się z ubogiej irlandzkiej rodziny zdolny tenisista, który rezygnuje z międzynarodowej kariery na rzecz prowadzenia szkółki dla bogatych londyńczyków. Udzielając swoich nauk, Chris zaprzyjaźnia się z rodziną bardzo bogatego właściciela dużej firmy. Gdy zakochuje się w nim Chloe – córka arystokraty, na początku zdaje się szczerze odwzajemniać jej uczucia, jednak, gdy poznaje narzeczoną przyszłego szwagra – amerykankę Nolę, nawiązuje z nią namiętny romans, nie bacząc na to, jakie może mieć skutki jego odkrycie przez rodzinę Chloe.
Film ukazuje skomplikowane relacje pomiędzy Chrisem, a dwoma kobietami, z których jedna wraz ze swoja miłością może zapewnić mu luksus i stabilizację, druga natomiast daje spełnienie namiętności młodzieńca. Rozdarty pomiędzy rozumem a uczuciem Chris nie mogąc wybrać jednej z kobiet wplątuje się w sytuacje, w których musi się uciekać do coraz bardzie wyrafinowanych kłamstw aby zataić swój romans. Innym tematem dzieła Allena jest kwestia szczęścia i tego, jak czasem jego odrobina może zdecydować o całym życiu człowieka, czasem nieświadomego swojego farta.
Obraz wyraźnie dzieli się na dwie części, z których każda w mniej lub bardziej bezpośredni sposób nawiązuje do “Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Różnią się one względem siebie wyraźnie klimatem opowiadania, przy czym w drugiej części do głosu dochodzi charakterystyczny dla Allena czarny humor.
W kwestii kunsztu aktorskiego należy przede wszystkim pochwalić Scarlet Johansson, której rola nasycona jest sporą dozą życiowej autoironii. Także Jonathan Rhys-Meyers gra wyśmienicie, pokazując z jednej strony pewnego siebie mężczyznę, z drugiej rozdartego wewnętrznie młodzieńca, który nie potrafi poradzić sobie w sytuacji, w którą się wplątał..
Ścieżkę dżwiękową filmu stanowią znane kompozycje operowe pochodzące min. z “Williama Tell’a” oraz adaptacji dzieł Szekspira.












